skład powiększony

Mamy już trzeci tydzień wakacji. Kiedy ten czas tak minał?! Dla mnie to czas przestawiania się na tryb Maluszek+Rodzeństwo 🙂 Nasz Najmłodszy – Femi, ma już 5 tygodni. Docieramy się nawzajem – dopasowanie godzin snu, spacerki (tu już żonglerka całą trójką), wpasowanie zakupów i innych przyjemności, które trzeba zapewnić Kemi i Ife – moim starszym dzieciom.

Przejście z rodziny przeciętnej rozmiarowo (2+2) na rodzinę „dużą” (2+3) pozwoliło mi na odkrycia niemal Klumbowskie 😉

Odkrycie 1: magiczne słowo: organizacja. Tak… wydawało mi się, że jestem świetnie zorganizowana, ale po wyjsciu ze szpitala odkryłam, że dopiero teraz rozumiem to pojęcie w pełni (no, może nie aż tak pełnie jak Mamy większej ilości dzieci 😉 ). Niemniej, okazało się, że potrafię zmieścić odrabianie lekcji (teraz już odpadło, jupi!), ćwiczenia gry na instrumentach (Kemi i Ife chodzą do szkoły muzycznej), czas z Rodziną, plus codzienny slalom domowy. Jeszcze trochę walczę ze znalezieniem odrobiny czasu dla siebie, no ale skoro piszę tu co nieco, to znaczy, że powolutku i tutaj się rozwijam. Za rok (tak, wbrew temu co piszą feministki, uważam, że roczny urlop macierzyński jest świetnym pomysłem!) dodam do tego pracę… ale to dopiero za rok, uff… Kobieta zdolną jest, więc pewnie i to mi się uda 😉

Odkrycie 2: trójka dzieci budzi skrajne emocje. To było na początku dość szokujące – ludzie mi współczuli, bo urodziło mi się trzecie Maleństwo. „To Pani trzecie dziecko?! ojej… ” Jakie „ojej”??!! Ja nie przeczę, jest co robić i pewnie będzie coraz więcej do roboty, ale… no proszę, czy widzieliście te miny „strzelane” przez niemowlaki, gdy spią? Albo gdy starsze Rodzeństwo niemal się bije, by potrzymać Maluszka na rękach… korzystając ze słów jednej z reklam – BEZCENNE! Dlatego też uprzejmie mi proszę o nie „ojejowanie”.
Jak już napisałam, emocje są skrajne, więc – na drugi koniec skali – rozpłynięcie się i zachwyt nad cała trójką oraz mamusią, że taka dzielna. Dziękuję, stanowczo lubię tę reakcję! Oczywiście, też jest przesadzona, ale… tak na słodko. No i… kto nie lubi być chwalony?

Odkrycie 3: chustowanie wciąż jest nowinką Starając się być mamą idącą z duchem czasu (albo raczej wracając do korzeni, sama nie wiem…) zdecydowałam się na chustowanie. Korzystając z pomocy Koleżanki (wielki ukłon w stronę Agaty! dziękuję!) zgłebiłam tajniki odpowiedniego zawiązania chusty i – kilka dni później pomknęłam w miasto. Tym razem bez jakichkolwiek komentarzy, ale ludzie odwracali się czasem za mną, albo… oczy im się robiły jak pięciozłotówki. I to było śmieszne 😉 ale nie zrażające, więc… Zielona Góro, oto nadchodzę!

To takie główne spostrzeżenia pierwszych tygodni spędzonych w powiększonym stanie.

Ach, i jeszcze dla niewtajemniczonych – oryginalne imiona naszych dzieci pochodzą z Nigerii, gdyż stamtąd pochodzi mój Mąż 😀

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s