American Dream

Uwielbiam Wielką Brytanię – ludzi, akcent, Londyn, Walię czy Szkocję… a do Stanów Zjednoczonych przekonać się nie mogę. Nie rozumiem, dlaczego ludzi tam ciągnie aż do poziomu nielegalnego zostania i życia. Odiwedziny? Jak najbardziej! Życie na stałe? Hm… poproszę inny zestaw pytań, hehe.

Skąd mi to dzisiaj w głowie siedzi? Ano… przewijałam Femka, i… wpadły mi pod rękę ubranka od Rodziny zza Wielkiej Wody 😉 Bo tak się składa, że dwoje z Rodzeństwa Lanre tam mieszkają z Rodzinami. I co? Doszłam do wniosku, że jednak jest coś, co mnie w USA zachwyca (moi Uczniowie teraz zapewne zacierają ręce z radości, że będą mi to mogli wytknąć – bo ja zawsze im mówię, że Stany mnie nie pociągają!). Ciekawi? Otóż… zachwyca mnie nastawienie Amerykanów na obsługę klienta i funkcjonalność.

Kiedy byliśmy w Dallas, poszliśmy na zakupy przedświąteczne. 23 grudnia, ok. 19 (sklep czynny do 21), tłum ludzi… wyobrażacie sobie jak musieli czuć się sprzedawcy i jak już zapewne czekali na zamknięcie sklepu? Wchodzimy… sklep pełen, a już jakaś Paniz  obsługi podchodzi, pyta się, czy może jakoś pomóc, z uśmiechem wskazuje toaletę (bo Ifek już nie mógł wytrzymać). Wow! Zmęczenie? Miała wrażenie, że gdy mnie widzą sprzedawcy zapominają o zmęczeniu. Jestem najważniejsza, nawet gdy z pustymi rękami wychodzę ze sklepu… Wracamy do tego samego sklepu tydzień później, bo jeden z moich prezentów nie był trafiony. Podchodzę do kasy, żeby wymienić szlafrok… Pani pyta o paragon. Mówię, że nie mam. A Ona co? Z uśmiechem: „Ależ nic nie szkodzi. O! Widzę, że nie oderwała pani metki! Jak wspaniale, dziękuję!” (Serio?? Ona mi dziękuje??). Szlafrok wymieniony w pięć minut. I czuję się, jakbym to ja zaszczyciła tę Panią tą wymianą!
Była też wizyta w restauracji. Nasz stolik (7 osób, w tym dwoje dzieci i niemowlak) obsługiwało troje kelnerów. Co chwilę ktos był przy naszym stole. Ani razu się nie zdublowali!
Hasło „klient nasz pan” nabrało w USA nowego wymiaru…

No tak, ale jak to się ma do przewijania Femka i amerykańskich ciuszków ? Cóż… po pierwsze, dostaliśmy świetne koszulki nocne dla niemowlaków. W Polsce ich nigdy nie widziałam, a są idealne na nocne przewijanie – żadnego rozpiniania czy rozbieranie – podwija się koszulkę ciut do góry i już dostęp do pieluchy. Róznocześnie – dziecko jest w piżamce całe ubrane, bo na dole jest gumka 🙂 Po drugie… amerykańskie metki. Na ubrankach jest podany wiek dziecka miesiącach plus… waga. I – ku mojemu zachwytowi – ta waga jest idealnie dobrana (zawsze zakres, np. 3,1-3,6kg)! Femik wchodzi dokładnie w te rozmiary, a mi to mega ułatwia życie!

No, dość zachwytów. Bo… nadal jestem na nie na przeprowadzkę! I już!

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s