moment próby

Czasem, gdy słucham wiadomości, nawet nie umiem sobie wyobrazić tego, co się dzieje w życiu tak wielu ludzi. Kataklizmy, wojny, osobiste tragedie… czasem na tym tle chwila radości sportowców… I, co tu kryć, najczęściej przechodzę do porządku dziennego nad tragediami innych…
A jednak wczoraj, gdy usłyszałam o tragedii w Kenii, gdzie terroryści zaczęli strzelać do ludzi w centrum handlowym, zatrzymałam się… Zatrzymałam się, gdy usłyszałam, że pytali ludzi, czy są chrześcijanami czy muzułmanami, i pozwalali odejść muzułmanom. Nie wiem czy to prawda czy nie, czasem w takich momentach tworzą się niesamowite historie. Niemniej…

Widzicie to? Uroczy sobotni poranek, niedługo jesień, więc trzeba wzbogacić garderobę, wybieram się do Focus Parku (centrum handlowe w Zielonej Górze). Radośnie mykam od sklepu do sklepu przymierzając różne rzeczy i… nagle ktoś zamaskowany, z bronią w ręku pyta mnie, czy wierzę w mojego Boga. To nie jest pytanie towarzyskie, to wybór między śmiercią a … no, właśnie… co bym wybrała zaprzeczając? Czy warto wyrzec się Jedynego Boga, Boga w którym jest moje życie wieczne i zbawienie? Boga, który jest Panem życia i śmierci (tak, tak, ten zamaskowany facet wcale nim nie jest!),  Boga, który mnie wybrał i pokochał? Czy odrzucając Boga mogłabym potem normalnie żyć?

Cieszę się, że mogę się nad tym zastanowić dzisiaj. Wiem, w takiej chwili moje uczucia będą zupełnie inne, ale… moje pytania, te słowa, które piszę dzisiaj mogą mi kiedyś bardzo pomóc – świadomość braku prawdziwego wyboru oraz pewność wielkości mego Boga zostaną w moim sercu. Może dzięki temu wpisowi będę umiała sprostać zadaniu i powiedzieć „jestem chrześcijanką”?

Nie chcę się bać śmierci. Im więcej czytam Biblii, im bardziej poznaję Boga, tym mniej się jej boję. I przekazuję to dzieciom. A One rozumieją to w tak niesamowity i prosty sposób, że i mi się wszystko rozjaśnia 🙂
Kiedy mieliśmy lecieć do USA Kemi i Ife oglądali sporo Animal Planet, a tam było co nieco o rekinach. Ifek bardzo się wystraszył, że jakby samolot pękł w czasie lotu, to spadniemy do oceanu i pożrą nas rekiny. Siadłam i wyjaśniłam Mu, że zanim dolecimy do oceanu, nasze dusze będą już w Niebie. I Kemi i Ife bardzo się ucieszyli, i pogadaliśmy sobie trochę o Bogu i życiu po życiu 🙂
Jakiś czas poźniej Ifek miał chrapkę na mega spalone tosty. Zaczęłam Mu tłumaczyć, że to niezdrowe, można się poważnie rozchorować. Na co Ifek stwierdził: „Mamo, a jak się rozchoruję to potem umrę i pójdę do Boga! To daj te tosty.” (No i sobie pogadaliśmy o naszym przeznaczeniu na ziemi, hihi). Niemniej, Syn zachwycił mnie prostotą zrozumienia tematu…

A cóż mi pozostaje? Tylko prosić: tak mi dopomóż Bóg, bym w momencie próby odważnie się do Ciebie przyznała i z Twoją pieśnią na ustach szła!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s