no.bo randka z naszą czekoladką

Randki… kiedyś patrzyłam na nie jak na wstęp do małżeństwa, pewien okres „przed”, wyjątkowy czas na poznanie tego Jedynego 🙂 Okazało się – chwała Bogu! – że randkowanie nie wymiera po zaobrączkowaniu 😀
Co więcej, gdy pojawiają się kolejne dzieci (przy trzecim mogę już tak napisać, a co!), randki nabierają innego wymiaru – pozwalają odsunąć się od codzienności, spojrzeć na nią z pewnej perspektywy, zapomnieć na chwilę o byciu „odpowiedzialną mama i żoną”, by pobyć „zakochaną dziewczyną”. Taki czas tylko dla nas…SAMSUNG Lubię nasze randki 🙂

W poniedziałek, zupełnie niespodziewanie okazało się, że we wtorek po lekcjach Ife pojedzie do kolegi i u Niego zanocuje. Czekał na tę wizytę od dawna, a wtorek to jedyny dzień bez szkoły muzycznej… niech ma! Kemi postanowiła kuć żelazo póki gorące – Ona też chce. Udało się – Koleżanki Rodzice zaakceptowali plan… I nagle odkryłam, że nie muszę odbierać Dzieci ze szkoły…

W drodze do domu Lanre dostał SMSa: „Kochanie, co powiesz na to, żebym zabrała Cię na obiad do No.Bo  bistro?” Ucieszył się, choć SMSa przeczytał dopiero w domu 😉 Zapakowaliśmy do auta nakarmionego Femka i – pomknęliśmy…. w nieznane, bo jeszcze w No.Bo nie byliśmy.SAMSUNG Dobre wrażenie już od pierwszego wejrzenia – mega długa kanapa przt ścianie, a wokół brązy i beże – eleganckie, ale nie na tyle by czuć się nie na miejscu w dżinsach, bo przełamane przytulnością. Już czekając na zamówienie zachwyciliśmy się jedzeniem – podane tosty z masłem ziołowym były świetną zapowiedzią tego co było potem – eksplozji smaku! Lanre zajadał się kurczakiem na patyku a ja… z trudem powstrzymywałam się od oblizywania jedząc zupę wonton… ten smak imbiru powalił mnie na kolana… pycha! A jak fajnie się rozmawia nad pysznym jedzeniem… och! Femek zasnał w chuście, a nasza rozmowa płynęła…
Najedzeni postanowiliśmy się przejść co nieco. Patrząc na historię naszego małżeństwa, ma wyraźną tendencję wyciągania Lanre na spacery, gdy zaczynają się niezbyt Mu przyjazne chłody… w połowie Deptaka było „uwielbienie na ulicy” naszego kościoła, więc dołączyliśmy na jakieś 20 minut, po których Lanre drżał jak osika.

Nie było innego wyjścia – trzeba się było ogrzać, a nogi same nas poniosły do „twojej czekoladki.”IMG_2740 To miejsce, dla odmiany, czaruje kolorem. Ideał, gdy za oknem robi się jesiennie a słońce zachodzi gdzieś po 18. Zamówiliśmy genialne ciasta w słoikach (ten pomysł nie przestaje mnie fascynować, choć przecież byłam tam już kilka razy!), a Lanre wziął na rozgrzanie gorzką kawę (53%) z chilli. Tak ją zachwalał, że musiałam spróbować, choć czekolada pitna średnio mnie zachwyca… no, właściwie tak było kiedyś… „twoja czekoladka” otworzyła mnie na nowe smaki! I znów trudno było nie mlaskać… I znów tak dobrze się rozmawiało (tym razem Femek przy cycku). Ach…

Teraz już w domu… dom bez Kemci i Ifka wyraźnie czegoś brak (hałasu?!) … cieszę się, że już jutro będą 🙂 Ale dzisiaj popołudnie było nasze i… bardzo tego potrzebowaliśmy. Randki są super – nawet 10 lat po ślubie 😀

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s