rozpędzona

Ostatnio przeczytałam świetny tekst Andrzeja Mytycha (polecam – http://instytutdidaskalos.pl/zarzadzanie-soba/okres-sabatowy). Już na samym początku wiedziałam, że to o mnie 🙂
Andrzej pisze o wrzuceniu „biegu jałowego”, kiedy człowiek nie skupia się tak bardzo na swojej pracy/ karierze, ale na „uporządkowaniu” swojego życia. W dzisiejszych czasach, gdy liczy się ten pęd, profesjonalizm zawodowy i „bycie w obiegu” brzmi to trochę jak herezja…

Ja pęd mam chyba w genach. Nawet jaj oglądam film muszę czymś ręce zająć (pisanie listu, robienie list rzeczy do zrobienia etc). Pracując angażuję się całą sobą, a że pracuję z młodzieżą,moja głowa była ciągle pełna ich spraw, problemów i mojego kombinowania jak i gdzie pomóc. Do tego wszystkiego tłumaczenia- gdy tylko były siadałam wieczorem i – do roboty (zaraz po sprawdzeniu testów i kartkówek, ma się rozumieć). Do tego wszystkiego rodzina i dom… Pędziłam. Czasem w rozmowach z Przyjaciółmi mówiłam, że muszę zwolnić – czułam, że długo tak nie pociągnę, że siądą relacje z Bogiem i z ludźmi i zostanie już tylko pęd… No ale przecież trzeba zarabiać, trzeba dobrze pracować, trzeba, trzeba, trzeba…
I… zaszłam w ciążę. Jeszcze przez 6 ciążowych miesięcy pędziłam. W końcu się rozchorowałam i wreszcie do mnie dotarło, że trzeba się zatrzymać!

Wiecie, wierzę, że Pan Bóg znajdzie na każdego sposób. Gdy tak spoglądam wstecz – na swoje rozmowy, modlitwy z Bogiem, to dochodzę do wniosku, że już dawno temu czułam, że muszę trochę zwolnić. Tylko że zawsze było jakieś ale… Zawsze coś stawało mi w drodze do zatrzymania się, hehe, no i pędziłam dalej! Z poczucia obowiązku, z przyzwyczajenia… ciąża zmieniła wszystko. Nie chcę powiedzieć, że Bóg dał nam dzieko bym się zatrzymała! Nic z tych rzeczy, ale… to dzięki Femkowi i rocznemu urlopowi macierzyńskiemu mogę co nieco przystopować.

Co się zmieniło? Nie mam już głowy pełnej cudzych zmarwień. Nie sprawdzam ton kartkówek i testów. Nie mam co tłumaczyć wieczorami, bo musiałam zawiesić działalność. Zrobiła się przestrzeń na czas dla Boga, czas dla Rodziny i czas dla siebie.
Nie od razu da się wszystko zmienić i poukładać. Niemowlak w domu to nowe obowiązki, a przecież przy Kemci i Ifku też się nieźle nabiegam. Ale w tej nowej przestrzeni jest czas na refleksję, na dostrzeżenie rzeczy, które należy uporządkować, czas na zmiany. Więcej czasu spędzam z Bogiem. Więcej rozmawiam z Dziećmi. Więcej czytam. Bloguję. Krok po kroku robię się proaktywna -coraz mniej pozwalam, by pęd mną kierował, bo sama coraz mocniej wpływam na wszystko wokół mnie. Niby takie oczywiste, a jednak w wirze pracy się zagubiło. Tak jak napisał Andrzej Mytych, to jest mój czas, by:

  • odpocząć i zregenerować się,
  • dojść do siebie emocjonalnie,
  • odnaleźć wewnętrzny pokój,
  • na nowo odkryć swój kierunek i uzmysłowić sobie, dlaczego należy zmierzać właśnie w tę stronę,
  • przemyśleć wszystko, wyciągnąć lekcje i zaplanować przyszłość.

Wierzę, że uda mi się to w najbliższych miesiącach 😀

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „rozpędzona

  1. Andrzej Mytych pisze:

    Monika, świetny wpis. Podoba mi się. Od 10 lat promuję zasadę zatrzymywania się, widząc jakie cuda wniosło do mojego życia jej praktykowanie.
    Poza tym wpis bardz dobrze napisany. Masz dar do pisania. Znalezienie się na Twojej stronie było świetnym sposobem na rozpoczęcie dnia! Dziękuję.

  2. Pingback: Okres sabatowy | Instytut Rozwoju DIDASKALOS

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s