kryzys

No, czasem człowieka nachodzi kryzys. Pogodowy… spaniowy… nastrojowy… Dzisiaj kryzys miał Femiś – prawie nie spał przed południem, za to prezentował możliwości swych płuc. IMPONUJĄCE. Uszy mi prawie zwiędły. Ręce mi prawie odpadły. Synu, za co?
Mam swoje podejrzenia…1) za rosnące zęby, 2) za zmieniającą się pogodę, 3) bo tak 😉
I dzielnie przyjmuję na klatę – w końcu to matczyny los 😉

A że los matki zmienny jest na maksa… popołudniową porą… Femiś po wciągnięciu prawie dwóch ziemniaków swieżo ugotowanych i widelcem pogniecionych (przez mamę, żebyście nie myśleli, że tu jakiś skok rozwojowy) i popiciu ich mlekiem prosto z piersi… zasnął! Pospał jakąś godzinkę (mama nadrobiła rozmowy telefoniczne z całego dnia oraz dopieściła starsze Dzieci) i… obudził się w zgoła innym nastroju.. Siedzi teraz na podłodze, bawi się zabawkami (po wcześniejszym wysłuchaniu bajki czytanej Starszym) i gada do zabawek… a ja zachwycam się, że … kryzys był i sobie poszedł. Pożegnałam z radością, nie zapraszam ponownie! A co, nie zawsze muszę być taka gościnna 😉

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s