proaktywni

IMG_5986Dzisiaj Femiś obudził nas o 5.40. Już wcześniej zagadywał, ale póki nie marudził, mógł się trochę sam w łóżeczku pobawić. No ale potem trzeba było wstać 🙂 Postanowiłam wykorzystać to poranne wstawanie, i tak… nie ma jeszcze ósmej, a nasz dom pachnie świeżo upieczonym chlebem, zupka Femisia ugotowana (jeszcze tylko miksowanko jak się troche ochłodzi), a ja wstukuję nowego posta 🙂

I gdy tak sobie rozmyślałam, że fajnie dobrze rozpocząć nowy dzień a nawet tydzień, przypomniało mi się, że kiedyś coś czytałam o byciu proaktywnym – żeby nie czekać a coś się zdarzy, ale wychodzić okolicznościom na przeciw, i wykorzystywać to, co nam się pod rękę nawinie 🙂 aktywnie 🙂 zanim „samo się wydarzy”.

A jak już sobie o proaktywności pomyślałam, to doszłam do wniosku, że to się czasem bardzo sprawdza w wychowywaniu dzieci. Nie, nie, nie myślę o uczeniu niemowlaka czytania, czy chodzenia w wieku kilku miesięcy 😉 Dam Wam przykład „z własnego podwórka” i z ostatnich dni 🙂
Otóż karmienie nocne Femka zaczęło mi się wymykać spod kontroli. Fajna jest bliskość i więź, fajnie że Femiś pierś ciągnął, ale ja już nie ogarniałam ile razy i o której, a wyspanie się porządne było w strefie marzeń. Jako że Femiś 10 miechów ma, a 11 za chwilę, stwierdziliśmy z Lanre, że pora Femisia po prostu oduczyć jedzenia w nocy. Tak, mogliśmy czekać w nieskończoność aż „samo się” ureguluje, ale… po co? Dwie noce były mega ciężkie, zwłaszcza dla Lanre, bo to On wziął na swoje barki „przetrzymanie” Femcia. Okazało się, że Femiś ma ochotę na żarełko dwa razy – ok. pierwszej i ok. czwartej (po kaszce o 23!). Było trochę krzyku, i przetrzymywanie Taty (Femiś nie spał, bo nie, heh), ale po tych dwóch dniach… Femiś, owszem, dalej z przyzwyczajenia budził się o ok. pierwszej i czwartej, ale wystarczyło Go przytulić i spowrotem do łóżeczka włożyć 😀 Ostatnie dwie noce obudził się tylko raz – ok. czwartej.
Wnioski? No, mogłabym dalej padać karmiąc Femcia niezliczoną ilość razy praktycznie przez sen. Zamiast tego, wysypiamy się wszyscy duuuuużo lepiej. Tak, kosztowało nas to trochę wysiłku, ale warto było 🙂
Trochę inaczej nasza proatywność wyglądała w przypadku pozbywania się smoczka 🙂 Femiś nie używa go już miesiąc, bo… wykorzystaliśmy czas, gdy smok Mu przeszkadzał z powodu katarku. Tak, trzeba było czasem powalczyć z sobą, ale gdy patrzę na bezsmokowego Femisia cieszę się, że nam się udało 🙂
Proaktywnym można być też duchowo. Można czekać aż się „coś” wydarzy, można czekać aż się coś przestanie dziać… a można zacząć działać i zaprosić Pana Boga do tego działania, a także ogłaszać zwycięstwo (my teraz właśnie tak robimy z chorobami w naszym domu, i – dzięki Bogu – mamy super wspacie naszej kościelnej Rodziny 🙂 ).

Nie wiem, czy proaktywność jest jakimś nurtem postępowania, i nie wiem, czy ja ją w pełni ogarniam. Niemniej, czasem trzeba spojrzać na swoją sytuację i ruszyć, bo siedząc w miejscu trudno jest gdzieś dojść 😉

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s