niby nic

Dzisiaj w pracy zgadałam się z Koleżanką, że obie walczymy z Hashimoto. Taką „drobną” przypadłością tarczycy, z którą walczy coraz więcej osób, a która jest traktowana w jakiś dziwny sposób – i to przez samych endokrynologów. Nic takiego.
Co ciekawe, nie znam chyba dwóch osób, które przechodziłyby Hashi (ach, taka zdrobniała forma 😉 ) tak samo. Bo Hashi obdarowuje łaskawie całym wachlarzem dolegliwości…. jest chudnięcie (rzadko), jest tycie (często), albo jakieś masakryczne wahania wagi, jest depresja, łuszczyca, totalne zmęczenie/ ospałość i bezsenność, są bóle głowy… lista jest długa. Oczywiście, jest i lekarstwo, ale jak się okazuje, wystarczy na przykład stres, i całe uspokojenie choroby trafia szlag, a walka zaczyna się od nowa. Jest dieta, którą można walczyć, ale gdy przeczytałam wyłączenie glutenu, laktozy, kapusty, brokułów… a był to początek listy, to się poddałam 😉

Trudno rozpoznać osoby chore na Hashimoto, trzeba się zgadać. Hashi przenika naszą rzeczywistość, i właściwie przestaje się tę chorobę dostrzegać. Ja odczułam Hashi (uaktywniło się po drugiej ciąży) w czasie ciąży trzeciej, bo wtedy dotarło do mnie, jak bardzo moja choroba może zaszkodzić mojemu jeszcze nie narodzonemu Dziecku. I to był mój stres z Hashi.
Czasem, gdy dopadają mnie czarne myśli, a zmęczenie zwala z nóg o 14 wiem, że pora zbadać sobie krew, bo coś jest nie tak. A że do lekarza czekam czasem i pół roku (obecny rekord – rejestracja w czerwcu, wizytę mam w lutym), to dawkę lekarstwa reguluję sobie sama, bo lekarz rodzinny nie może. Bez komentarza.

Nie narzekam na Hashimoto, bo z tym da się spokojnie żyć – przynajmniej w moim wypadku. Czasem chciałabym, żeby ktoś zechciał zrozumieć, że to nie „moje humory”, czy „zaniedbanie” czy „brak siły woli”, że wyglądam jak wyglądam i padam na nos. No, ale skoro trafiła mi się mało spektakularna choroba, to nie ma co liczyć na empatię 😉

Dlaczego o tym piszę? Bo ta choroba jest częścią mojego życia. Co więcej, wiele osób na nią choruje, a jednak… ja prawie zmusiłam swoją lekarkę do wysłania mnie na badania, choć po przeczytanym artykule byłam pewna, że mam problem z tarczycą… Koleżanka zdiagnozowana dwa lata temu wyraźnie widzi, że objawy miała od lat… Dla wszystkich niezdiagnozowanych – zaryzykujcie badania tarczycy 🙂 a jeśli okaże się, że to Hashi… witajcie w klubie 😉

P.S. Aniu, dzięki za zapleczową rozmowę wtajemniczonych 😉 Czasem dobrze wiedzieć, że nie tylko ja walczę, i że ktoś obok rozumie 🙂

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s