Przerwa

1Tak… czasem trzeba złapać oddech…. a że my (Rodzinnie) mieliśmy z tym problem od jakiegoś czasu… wow! Długi weekend na przełomie kwietnia i maja okazał się naprawdę niesamowity! Trudno opisać… ale wniosek jest jasny… odpoczynek jest potrzebny! Być zamiast biec – od czasu do czasu to po prostu konieczność!
Chyba nie do końca to ogarniałam, gdy tak ciągle biegłam 🙂5
Dotarło do mnie, gdy ujrzałam morze, i poczułam jak 2wszystkie mięsnie mi się rozluźniają 🙂 Wszyscy nabraliśmy głęboko powietrza i… PLAŻA!!! Muszelki, piłka, bieganko radosne, bańki… bose stopy… Mówcie sobie co chcecie, ja tam rodziny Bałtyk uwielbiam! I od teraz wiem, że wyjatkowo ten Bałtyk uwielbiam w maju, bo tak cudownie pustych plaż jeszcze nie widziałam! Ale nie myślcie, że my tak na plaży przez trzy dni… no aż tak leniuchować nam się nie chciało, więc… 10Bałtyk rodzinnie trza było odkryć 🙂 Na początek był Park Miniatur w Dziwnowie (w którym mieszkaliśmy) – Femiś biegał za pociągami, które jeździły tunelami, pod mostami, na mostach, między budyneczkami… nawet ja nie mogłam oderwać od nich oczu! Do tego miniaturowe latarnie wokół, lotnisko, znane miejsca nadmorskie – niesamowita sprawa!11 A tuż obok uroczy, choć nie duży, plac zabaw, z którego Femka musieliśmy siłą wynosić, bo nie mógł przestać wspinać się i skakać. Bez pomocy mamusi, bo… bo tak! 13No to mamusia stała i szeroko buzię otwierała, bo jakoś jej się wydawało, że niemal trzylatki tak nie mają. A jednak mają… dużo odwagi, dużo szaleństwa i… duże Rodzeństwo do naśladowania! Brawo Femolku!
No i brawo Rodzeństwo, bo Femiś to teraz czasem męczący cień… wszedzie Go pełno, a już przy Ifku i Kemi najwięcej – bez względu na to, czy tego chcą czy nie…. a jak nie chcą… to tym Go więcej hihi. To chyba taka faza – chcę być z Wami i… umiem już Wam dokuczać. Damy radę! 😉
16Po Dziwnowie przyszła kolej na wyprawę wzdłuż linii brzegowej i… przystanek Trzęsacz 🙂 Byłam tam wiele razy jako dziecko, i … cóż, zdziwiłam się! Bo taras widokowy, bo skarpa zadbana, bo pizza z pieca w zasięgu ręki… jejku, świat się zmienia 😉 stanowczo za rzadko nad morze jeżdżę 😉
Po Trzęsaczu… Rewal! Pod kątem Dzieci, ma się rozumieć, czyli… Park Wieloryba! Hm… sama nie wiem jak zakwalifikować tę rozrywkę, bo to – mam dziwne wrażenie – 14pogranicze kiczu i dobrej zabawy, hihi. Całe szczęście dobra zabawa (chyba nawet z odrobiną nauki o mieszkańcach mórz i oceanów) przeważyła – pooglądaliśmy, popstrykaliśmy zdjęcia, a potem… plac zabaw! Z trampoliną, statkiem pirackim, konstrukcjami do wspinaczki oraz… piaskiem, leżakami i latte dla rodziców! Tak… niechętnie wychodziliśmy 😀15 Tym bardziej, że – jest leżaczek, jest książka! Nad morzem byłą tylko jedna, za to grubaśna – 28. „Czas pokaże” Anny Ficner -Ogonowskiej. Książka idealna na plażę – spokojne tempo, dużo usmiechu – dość przewidywalna, ale urocza – jak to czytadła tejże autorki – miłość to główna bohaterka 🙂 4,5/6
Na koniec „wybrzeżnej wycieczki” – Niechorze i latarnia morska (nie wypada być nad morzem i na latarnię nie wejść, hihihi). Tylko Ife podjął wyzwanie mamy i wspiął się na samą górę, gdzie dzielnie zwalczał swój lęk wysokości pstrykając mnóstwo fotek (naprawdę Go podziwiałam, bo choć strach w oczach, śmigał równo i nie poddawał się własnej słabości!). 17Reszta Rodziny wolała sobie z dołu na nas popatrzeć, a Femiś nawet próbował udawać, że jest wyższy od latarni!18 Syn – Gigant, hihihi. Trzeba Mu przyznać, że wykazywał się niezłą kondycją, ale… był też zdecydowanym wyznacznikiem siesty… ok 14.30 system Mu się wyłączał na dwie godziny, hihihi. A my, z radością, dostosowywaliśmy się do Femisiowej siesty 🙂19

Ta wyprawa nad morze była naszym pierwszym takim wyjazdem w pięcioosobowym składzie Rodzinnym. Możecie się śmiać, ale miałam trochę stracha… czy uda nam się wypocząć? A jednak… tak, zdecydowanie się udało! Polecam! Każdej rodzinie – dużej czy małej – taką zmianę otoczenia choćby na kilka dni. Inne powietrze, nowe miejsca, gofry… ach, tyle niezapomnianych chwil!20 I jeszcze ognisko w ostatni wieczór –  naszym ośrodku OW „Zastal” (który tez polecam!).

Ach… siedzę i się uśmiecham do siebie na samą myśl o tej naszej wyprawie… Mam nadzieję, że Wy też spędziliście wyjątkowy „długi weekend”, który będzue w Was żyć długo i ładować Wasze bateryjki jeszcze trochę!

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s