czterdzieści lat minęło…

Tak, tą melodią uraczyli mnie moi Kochani Uczniowie w poniedziałek 🙂 I tortem 🙂 Wzruszyłam się na maksa. A potem dodali: „Nieważne ile Pani ma lat, ważne na ile się Pani czuje.” Tak w ramach pocieszenia! Całe szczęście „Pani” czuje się szczęśliwa ze swoją czterdziestką… zwłaszcza, że Mężowi chwile wcześniej 50tka wybiła 😉
DSC_2744Imprezy nie było, bo na wesele się pognało, ale za to 50tkę poświętowaliśmy 🙂 Jestem mega dumna, bo to była impreza niespodzienka, Mąż się nie spodziewał, Goście się nie wygadali i było po prostu super niedpodziankowo!
Pyszne jedzenie zaserwowały Panie ze Starego Kisielina (polecam z całego serca i chętnie podzielę się namiarami!), ciasta DSC_2763niektórzy Goście przynieśli (było różnorodnie i przepysznie!), a torcik z Mocci do nas przyjechał (mniam!). Ale, co tu ukrywać, to nie jedzenie było najważniejsze! Lanre nie wierzył własnym oczom, gdy zobaczył Femiego (przyjechał do nas z Holandii), a gdy wpał w ramiona z Moji (Siostry z UK) to był już bliski szoku 🙂 Każdy Przyjaciel był witany okrzykiem DSC_2816-2niedowierzania, a ja tylko się usmiechałam. Oczywiście Panowie zaczęli ostrzegać Lanre, że „teraz już wie, do czego jest zdolna Jego żona”, hihihi. Jasne – dla Męża jestem w stanie wiele zrobić, a co!
Było przemówienie (Femi spisał się na szóstkę z plusem), był czas rozmów, śmiechu… ach, było naprawdę wyjątkowo – wszystko dzięki wspaniałym Ludziom! DSC_2865Dziękuję Wam Wyjatkowi i Niesamwici Przyjaciele Lanrego!!!
Dzień później odwiedzili nas jeszcze jedni Przyjaciele – Jillka i Marcin, którzy przyjechali ze swoimi przeuroczymi Córkami. To dzięki Jill i Marcinowi – Ich miłości i Ich ślubowi i my się poznaliśmy! Czy to nie wspaniałe? Cudownie było Ich znowu zobaczyć 🙂

Ha! I teraz myślicie, że w zabieganiu książki poszły na bok… nic z tego! Tylko dzięki książkom jakoś przeżyłam to całe zabieganie hehehe!books 37. „List z powstania” Anny Klejzerowicz wzięłam z półki, bo zaintrygował mnie tytuł. Oczekiwałam historii wojennej (bo nie przeczytałam opisu na okładce), a tam… kryminał 🙂 i to ciekawy! Wciągnęłam się na 5,0. 38. „Lawendowe pola” Jennifer Greene to faktycznie książka ukryta wśród lawendowych pól – prawie że czułam ich zapach, kiedy czytałam! Książka typowo kobieca – trzy historie trzech sióstr. Świetna dla wymęczonego mózgu, ale literaturą ambitną bym jej nie nazwała 😉 4,0. 39. „Uparte serce” Becky Wade to też książka zdecydowanie dla kobiet. Chociaż po wstępie dość przewidywalny koniec, w środku dzieje się sporo fajnych rzeczy – dobrze się czyta 🙂 Książka ta zupełnie mnie zaskoczyła nawiązaniami do Boga i do modlitwy – pierwszy raz się z czymś takim spotkałam w książce popularnej – tak pozytywnie i naturalnie. Polecam! 5,0. 40. „Jeden krok” Heatjer Gudenkauf to książka dla czytelnika o silych nerwach, bo… do szkoły wchodzi uzbrojony facet, który bierze jedną klasę dzieci z wyhowawczynią jako zakładników. Brr! Akcja rozgrywa się i w szkole i poza nią, czytamy o różnych osobach i snujemy domysły kto do tej szkoły wszedł… Miałam dreszcze czytając, ale… wciągnęło mnie! Polecam zdecydowanie! 5,5. Ostatnia z niedawno przeczytanych to klasyka romansu – 41. „Ostatnia piosenka” Nicholasa Sparksa 🙂 Tak, śmiejcie się, ale ja się Sparksowi oprzeć nie mogę. Każda książka inna, i każda mnie na swój sposób wciąga 🙂 Polecam, oczywiście 5,0.

Uff… czytanie jest super 🙂 dwie następne książki już na tapecie, więc… na pewno coś niedługo skrobnę. A póki co… końcówka roku szkolnego, czyli nauczycielski sajgon, więc… znikam 🙂

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

po co i dlaczego

lisa genovaCzytam? Bo lubię. Bo wciąga. Bo rozchmurza, gdy pada deszcz. Bo …. tak, mogłabym tak pisać w nieskończoność. Generalnie – każda książka to taka rzeczywistość równoległa. Niektóre po prostu porywają mnie przygodą, inne rozśmieszają, a jeszcze inne pozwalają nie myśleć o kolejce, w której stoję 😉 Dużo książek prowokuje mnie do „alternatywnego” spojrzenia na rzeczywistość – odkrywają przede mną rzeczy, o których nie miałam pojęcia albo stawiają mi pytania, na które wcześniej nawet nie wpadłam 🙂
Książki wędrują ze mną wszędzie. Do pracy, na wakacje, do lekarza… w ten weekend sprawdzałam prace maturalne i też miałam ze sobą książkę. Na wszelki wypadek (i się przydała, bo dziś rozliczanie prac się przedłużyło i musiałam po prostu poczekać).

Generalnie – polecam! Także konkretne książki… 29. „Uratuj mnie” Guillaume Musso – kolejna książka Musso pełna niesamowitości, odrealniona, a jednak realna. Ten facet niesamowicie pracuje nad uczuciami czytelniczek (tak, stanowczo to babskie książki!) i tworzy atmosferę napięcia i oczekiwania. 5,5.
30. „Klub Tensko” Elisabeth Noble. Książka momentami (tudzież wątkami) nieco przewidywalna, ale generalnie – polecam. O kobietach i  ich przyjaźni wykraczającej poza wspólne studia, o ich przeżyciach i o tym, jak warto się wspierać i być blisko. 5.
Tej samej autorki 31. „Alfabetyczne weekendy” wciągnęły mnie ciut mniej, ale równie pozytywnie. Przyjaźń i miłość… serce i rozum, no i randki 🙂 4,5.
Po raz kolejny sięgnęłam po książki Lisy Genovy – 32. „Lewa strona życia” to historia kobiety, dla której po wypadku już nic nie jest takie samo. Oczywistości przechodzą na stronę wyzwań, a samodzielność zostaje wyparta przez zależność od Matki, do której bohaterka ma mało serdeczny stosunek… książka opisuje niełatwe emocje, ale warta każdej minuty spędzonej nad nią! 5,5 Jeszcze bardziej zachwyciła mnie książka 33. „Kochając syna” Genovy – znów książka o kobietach, dwóch, tuż obok siebie, przeżywających każda swoją tragedie życiową. Książka o walce i.. o autyźmie, a przede wszystkim o kobiecym sercu. Polecam! 6!
Zupełnie inną książką jest 34. „Dowód. Prawdziwa historia neurochirurga, który przekroczył granicę śmierci i odkrył niebo.” Ebena Alexandra Ta książka jest bardzo ciekawa, bo nie wbija się ani w nurt chrześcijański, ani w nurt naukowy. Ale bije z niej autentyczność przeżyć – czytając jesteśmy pewni, że Autor przeżył co niezwykłego, i Jego misją jest przekazanie tego dalej. I choć ciekawa to lektura, to czegoś w niej brakuje… jakby takiej płynności… miałam wrażenie, że Autor strasznie się skupia się na tym jak pisze – żeby nikogo nie urazić, nie zniechęcić… cóż, z tego mi wyszła 4.
Kolejna książka to niespodzianka, czyli… zaczynają mi się podobać wątki kryminalne 😀
35. „Fabrykantka aniołków” Camilli Lackberg to książka pożyczona mi przez moją Uczennicę, i przez Nią gorąco polecona. No i – warto było. Choć – jak to często z literaturą skandynawską bywa – atmosfera książki dość ponura, to jednak wciągnęła mnie nieźle. Pisana dwuwątkowo, by dojść do wspólnego punktu kulminacyjnego. Jest tragedia, jest zbrodnia, jest miłość… 5,5.
Moja ostatnia lektura skończona na świeżo – dzisiaj, to 36. „Szept cyprysów” Yvette Manessis Corporon. Książka praktycznie rozgrywa się na greckiej wyspie (choć Nowy Jork tez tam trochę jest) i jest przesiąknięta wyjątkową grecką kulturą – mitami i… smakami 🙂 To taka trochę przypominajka, żeby w życiu zwolnić, daje człowiekowi chwilę na zastanowienie się nad swoimi wyborami. Czyta się mega przyjemnie, bo opowiedziana historia miłości, życia i doświadczeń dotyka chyba każdgo. 5,5.

Trzydziesta siódma książka już rozpoczęta… a jak Wam idzie czytanie w tym roku? Polecajcie!!!!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Przerwa

1Tak… czasem trzeba złapać oddech…. a że my (Rodzinnie) mieliśmy z tym problem od jakiegoś czasu… wow! Długi weekend na przełomie kwietnia i maja okazał się naprawdę niesamowity! Trudno opisać… ale wniosek jest jasny… odpoczynek jest potrzebny! Być zamiast biec – od czasu do czasu to po prostu konieczność!
Chyba nie do końca to ogarniałam, gdy tak ciągle biegłam 🙂5
Dotarło do mnie, gdy ujrzałam morze, i poczułam jak 2wszystkie mięsnie mi się rozluźniają 🙂 Wszyscy nabraliśmy głęboko powietrza i… PLAŻA!!! Muszelki, piłka, bieganko radosne, bańki… bose stopy… Mówcie sobie co chcecie, ja tam rodziny Bałtyk uwielbiam! I od teraz wiem, że wyjatkowo ten Bałtyk uwielbiam w maju, bo tak cudownie pustych plaż jeszcze nie widziałam! Ale nie myślcie, że my tak na plaży przez trzy dni… no aż tak leniuchować nam się nie chciało, więc… 10Bałtyk rodzinnie trza było odkryć 🙂 Na początek był Park Miniatur w Dziwnowie (w którym mieszkaliśmy) – Femiś biegał za pociągami, które jeździły tunelami, pod mostami, na mostach, między budyneczkami… nawet ja nie mogłam oderwać od nich oczu! Do tego miniaturowe latarnie wokół, lotnisko, znane miejsca nadmorskie – niesamowita sprawa!11 A tuż obok uroczy, choć nie duży, plac zabaw, z którego Femka musieliśmy siłą wynosić, bo nie mógł przestać wspinać się i skakać. Bez pomocy mamusi, bo… bo tak! 13No to mamusia stała i szeroko buzię otwierała, bo jakoś jej się wydawało, że niemal trzylatki tak nie mają. A jednak mają… dużo odwagi, dużo szaleństwa i… duże Rodzeństwo do naśladowania! Brawo Femolku!
No i brawo Rodzeństwo, bo Femiś to teraz czasem męczący cień… wszedzie Go pełno, a już przy Ifku i Kemi najwięcej – bez względu na to, czy tego chcą czy nie…. a jak nie chcą… to tym Go więcej hihi. To chyba taka faza – chcę być z Wami i… umiem już Wam dokuczać. Damy radę! 😉
16Po Dziwnowie przyszła kolej na wyprawę wzdłuż linii brzegowej i… przystanek Trzęsacz 🙂 Byłam tam wiele razy jako dziecko, i … cóż, zdziwiłam się! Bo taras widokowy, bo skarpa zadbana, bo pizza z pieca w zasięgu ręki… jejku, świat się zmienia 😉 stanowczo za rzadko nad morze jeżdżę 😉
Po Trzęsaczu… Rewal! Pod kątem Dzieci, ma się rozumieć, czyli… Park Wieloryba! Hm… sama nie wiem jak zakwalifikować tę rozrywkę, bo to – mam dziwne wrażenie – 14pogranicze kiczu i dobrej zabawy, hihi. Całe szczęście dobra zabawa (chyba nawet z odrobiną nauki o mieszkańcach mórz i oceanów) przeważyła – pooglądaliśmy, popstrykaliśmy zdjęcia, a potem… plac zabaw! Z trampoliną, statkiem pirackim, konstrukcjami do wspinaczki oraz… piaskiem, leżakami i latte dla rodziców! Tak… niechętnie wychodziliśmy 😀15 Tym bardziej, że – jest leżaczek, jest książka! Nad morzem byłą tylko jedna, za to grubaśna – 28. „Czas pokaże” Anny Ficner -Ogonowskiej. Książka idealna na plażę – spokojne tempo, dużo usmiechu – dość przewidywalna, ale urocza – jak to czytadła tejże autorki – miłość to główna bohaterka 🙂 4,5/6
Na koniec „wybrzeżnej wycieczki” – Niechorze i latarnia morska (nie wypada być nad morzem i na latarnię nie wejść, hihihi). Tylko Ife podjął wyzwanie mamy i wspiął się na samą górę, gdzie dzielnie zwalczał swój lęk wysokości pstrykając mnóstwo fotek (naprawdę Go podziwiałam, bo choć strach w oczach, śmigał równo i nie poddawał się własnej słabości!). 17Reszta Rodziny wolała sobie z dołu na nas popatrzeć, a Femiś nawet próbował udawać, że jest wyższy od latarni!18 Syn – Gigant, hihihi. Trzeba Mu przyznać, że wykazywał się niezłą kondycją, ale… był też zdecydowanym wyznacznikiem siesty… ok 14.30 system Mu się wyłączał na dwie godziny, hihihi. A my, z radością, dostosowywaliśmy się do Femisiowej siesty 🙂19

Ta wyprawa nad morze była naszym pierwszym takim wyjazdem w pięcioosobowym składzie Rodzinnym. Możecie się śmiać, ale miałam trochę stracha… czy uda nam się wypocząć? A jednak… tak, zdecydowanie się udało! Polecam! Każdej rodzinie – dużej czy małej – taką zmianę otoczenia choćby na kilka dni. Inne powietrze, nowe miejsca, gofry… ach, tyle niezapomnianych chwil!20 I jeszcze ognisko w ostatni wieczór –  naszym ośrodku OW „Zastal” (który tez polecam!).

Ach… siedzę i się uśmiecham do siebie na samą myśl o tej naszej wyprawie… Mam nadzieję, że Wy też spędziliście wyjątkowy „długi weekend”, który będzue w Was żyć długo i ładować Wasze bateryjki jeszcze trochę!

 

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

plan

Dzisiaj krótko – refleksja z biegu. Czy zauwazyliście, że kiedy człowiek coś sobie fajnie zaplanuje, nie zawsze wychodzi?

Ja miałam dziś plan – praca do 16, szkoła muzyczna, obiadek, a potem tłumaczonko, gdy Dzieci będą na dworze… Rzeczywistość? Ife w szkole muzycznej, ja po pracy z Kemi i Femkiem do lekarza z bolącą ręką Kemi, potem szybkie odbieranie Ifka i do chirurga. Wróciliśmy do domu ok 19, a do tego Kemi z gipsem na nadgarstku. Zero tańca i skrzypiec przez co najmniej dwa tygodnie…  a ja teraz, po nakarmieniu Dzieci, próbuję siąść do tłumaczenia. DAM RADĘ!

Ku pokrzepieniu… nie przestaję czytać 🙂 26. „Mariola, moje krople!” Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk… HAHAHAH! Powrót komuny w najzabawniejszym stylu… pamiętacie kabaret Olgi Lipińskiej? Jej, czytając książkę czułam się jakbym właśnie takowy oglądała (tyle że lepszy, bo bez ciągłego najeżdżania na kler!). Zachwyt totalny – polecam, żeby się głośno pośmiać – 6/6.
Ale to nie wszystko – jest jeszcze 27. „Noc nad Samborzewem” Wiesławy Bancarzewskiej – trzecia i ostatnia część trylogi. Wcześniejsze to „Powrót do Nałęczowa” i „Zapiski z Annopola”. Takie… chyba… podróż w czasie w kobiecym wydaniu bez efektów sci-fi. Fajnie się czytało wszystkie trzy części – takie babskie pisanie, idealne pod koc 😉 5/6

uff…. popisałam sobie, to teraz pora na tłumaczenie 😀

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

jest czas na pracę i cza na odpoczynek

8Ostatnio, może z winy mojej zbliżającej się czterdziestki, naszło mnie kilka refleksji życiowych mocno osobistych. Jedna z nich – stricte związana z moim zapracowaniem – to potrzeba odpoczynku. Przez Święta Wielkanocne wypoczęłam wspaniale – miałam czas dla Rodziny, ale i dla siebie, a potem… ruszyłam… rano w pracy, potem Dzieci i dom (jak się udawało w międzyczasie

5siadałam do tłumaczenia), wieczorem tłumaczenie, 6-7 godzin snu i znowu do pracy… i tak w kółko! Kiedy nadszedł weekend zachwyciałam się, bo odkryłam, że mam już resztki pracy i ten weekend może być naprawdę wyjątkowo mało obciążony! Chyba rozumiecie mój zachwyt 😀

15Oczywiście zaraz wymyśliłam sobie co bym mogła robić, hihi. Ale… tak rodzinnie 😀 I wiecie co? Kiedy wczoraj kładłam się spać … padałam na twarz, ale jak satysfakcjonująco! Bo odpoczynek może dać w kość – zwłaszcza jeśli oznacza ryneczek o poranku, zrobienie 6 litrów zupy i sprzątanie balkonu, a na koniec 5 km spacer z Mężem 🙂 I tu moja refleksja – 16tego właśnie potrzebowałam! Odpoczynek jest MEGA ważny -oderwanie się od codziennych zajęć zawodowych i skupienie na czymś zupełnie innym! Pierwszy raz w życiu ugotowałam tyle zupy, i pierwszy raz wybrałam i sadziłam coś na balkonie hehe, a ile w tym radości. No i ta Trójka zdeterminowanych pomocników – Dzieci 17były gotowe pomagać ze wszystkim, więc… nawet obieranie warzyw do zupy było przyjęte z entuzjazmem. (Femisia wyłączyliśmy z tej przyjemności z przyczyn oczywistych, heh).
Kolejna refleksja – chcę tak więcej! Ja po prostu muszę tak się zorganizować, by te weekendy były maksymalnie w 20% zawodowe, a w 80% rodzinno-wypoczynkowe 🙂 Z gotowaniem zup 18włącznie (Dzieci je tak wpylają, że aż chce się gotować, mimo że kucharka ze mnie nietęga).

Ale nie myślcie, że w zabieganiu nie chwytałam każdej wolnej chwili na czytanie! Nic z tych rzeczy! Bo czyta się łatwo „w biegu” 🙂 I choć myślę, że nie uda mi się 2zrealizować mój plan książkowy, to… czytam!
19. „Motyl” Lisy Genova to książka wstrząsająca, bo autorka pisze o chorobie Altzheimera z punktu widzenia osoby, która się dowiaduje o swojej chorobie i następnie przechodzi przez kolejne jej etapy. Czyta się z zapartym tchem i współczuciem… i pytaniem: KIedy wreszcie będzie na to lekarstwo? Polecam! 5/6
Z serii wstrząsajacych człowiekiem do głębi mam jeszcze jedną: 20. „Ani śladu Elisabeth” Emmy Healey, 14bo ta z kolei jest opowiadana przez kobietę osiemdziesięcioletnią… z demencją, która lepiej pamięta przeszłość niż przyszłość. Ta powieść idzie dwoma torami – właśnie przeszłości i teraźniejszości… i obie historie, któe odkrywamy krok po kroku są tak samo fascynujące! 5/6 Niedawno też przeczytałam 21. „Wrócę po ciebie” Guillaume Musso… jego książki to książki science-fiction dla kobiet, normalnie, a może jest na to jakaś nazwa? Niemniej, zupełnie nierzeczywistę przynajmniej częściowo, a jednak tak niesamwicie działające na emocje, że czytanie ich po kawałku (jak 12ja)  jest mocno rozwiniętym masochizmem. Już szukam następnej książki Musso, a tej daję 6/6. W jakiś sposób emocjonalnie podobną książką okazał się dla mnie 22. „Rubio” Williama Whartona. Może dlatego, że narratorem też jest mężczyzna? Księżka ma swoje powolne niemal sielankowe tempo, ale… no… sielanką jednak nie jest. 5/6. Po kolejną książkę 23. „Gwiazdy nad Afryką” Ilony Mari Hilligis to zupełnie inna książka, bo świetnie nadaje się na spokojne czytanie z przerwami. Jest w niej Afryka jakieś 80 lat temu, pozycja kobiet z tego okresu, jest podróż, przygoda i miłość. Czy trzeba więcej? No, może jeszcze kubek herbaty do dobrego czytania 🙂 35/6. 24. „Wielkanocna parada” Richarda Yetesa to jedyna z ostatnio przeczytanych książek, która mnie autentycznie zmęczyła… a jednak nie mogłam przestać jej czytać. Jakaś dziwna narracja i historia… może innym bardziej przypadnie do gustu, u mnie 3,5/6. Na koniec totalny odmużdżacz, czyli 25.Ostrożnie z marzeniami Alexandry Potter. Żadna to ambitna lektura, ot opowiastka o spełniających się marzeniach ciut w nadmiarzei o prawdziwym życiu około trzydziestki 🙂 Momentami zabawna, dość przewidywalna, ale na pewno lekka i odrywająca od trudów codzienności, hihihi. 4,5/6.

1Tyle z moich radości czytelniczych póki co, następną książkę już czytam, ale nie omieszkam się podzielić ostatnią radością wypoczywania mojego dziecka Najstarszego, czyli… kredki w ruch! Tak, lubimy sobie czasem pokolorowac coś dla dorosłych, hihi. 11Generalnie robi to Kemi (jak nie czyta, bo ostatnio odkryła serię Kiery Cass i się wciągnęła – o ile się nie mylę teraz jest na czwartym tomie, hihi), ale czasem coś Jej tam podbiorę i takie fajne rzeczy wychodza, mimo że zdolności plastyczne u mnie słabe 🙂 Polecam 🙂
6Plastycznie trochę też było na Święta… żeśmy sobie jajka styropianowe poozdabiali – cekiny i amatorski decoupage poszły w ruch 🙂 a co tam! Odkąd odkryłam blog mojedziecikreatywnie.pl poszerzam dzielnie swoje plastyczne ograniczenia i odkrywam, że dla moich Dzieci nie ma znaczenia jak zdolna jest mama, bo ważne że robimy razem i każdy coś fajnego na koniec w łapce ma! Polecam bloga wszyskim mamom, zwłąszcza kilkulatków, bo to prawdziwa skarbnica wiedzy i pomysłów!!! Zaglądajcie i korzystajcie! Zwłaszcza jesli Wam samym trudno się w plastycznym świecie obracać 😀13

Ach, jeszcze podsumowując – o odpoczynku i dzieciach – dzisiaj zabrałam moją Trójkę na koncert rodzinny do filharmonii. Dawka muzyki wyważona, dobór utworów świetny jak na moje ucho, a do tego fajna narracja 🙂 9Nawet Femiś nie marudził! Koncert zorganizowany przez zielonogórską filharmonię jako jeden z całego cyklu – co miesiąc jeden, o innym temacie i z innymi instrumentami. W maju czekają nas gitary i zespół rockowy!

I już zupełnie na koniec…. uśmiech zdjęciowy – taką oto wieżę Femiś zbudował w Wielkanoc 🙂 Był z niej bardzo dumny, bo wysoka wyszła, a ja uchwyciłam i jej cień i wyszłam na wieża z przesłaniem, hihi. Nie ma to jak odrobina współpracy wielkanocnej Najmłodszego i Mamusi 🙂 (i pamiętajcie – krzyż jest pusty, byśmy mogli się cieszyć Zmartwychwstałym i Jego mocą w naszym życiu!)
Miłego odpoczynku!!!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

ojej!

Ostatnio jadąc autem doszłam do wniosku, że powinnam zmienić nazwę bloga… ekspress mama? Brzmi nieźle, a już na pewno oddaje charakter ostanich tygodni! …. zaczełam tak kilka tygodni temu… dziś już jeżdżę autem (TAK!) i… pędzę, a wraz ze mną moja Rodzinka. Co chwilę? coś się dzieje, do tego zalew tłumaczeń i… cóż, trudno znaleźć czas na pisanie. Ale… czytam! Tak, ta pasja ciągle ze mną jest, choć czasem „przeczytane” minuty muszę wręcz wyrywać swoim własnym obowiązkom 😉
14. 15. „On musi odejść” i „Nagle sama”, Sheila O’Flanagan. Książki razem, bo jednej autorki – przyznaję bez bicia, że są to stanowczo powieścidła kobiece, ale… ach, z tym irlandzkim charakterem. Chyba mam zdecydowaną słabość do Irlandkich klimatów (Czy kiedyś tam wreszcie pojadę??!!) i wciągam się w irlandzkie powieści szybko, radośnie i … niemal jednym haustem. Obie na 5/6 🙂
16. „Potęga sławy” Helen Fielding – chwyciłam z półki, bo a nuż będzie zabawne, ale to niestety druga Bridget Jones tylko duż gorsza. Czytałam w nadziei, że będzie lepiej. Nie było do końca – 2/6.
I to na tyle, jeśli chodzi o książki, którym pstryknęłam fotę.. nie wiem jak to sięstało, ale o części mi się zapomniało hihi, dobrze, że nie zapomniało „się” czytać 🙂
17. „Zbyt piękne, by było prawdziwe”, Sheila O’Flanagan… tak, znowu…. trudno się powstrzymać jak już człowiek się zarazi 😉 Bez zmian – 5/6 oraz 18. „Szeptucha” Iwony Menzel mnie zaczarowała. Trochę mi zabrało jej przeczytanie, ale… ach, ta książka jest niesamowita… niby nic się nie dzieje, a dzieje się wszystko – wydarzenia i przemyślenia przenikają się nawzajem i.. jest pięknie! Stanowczo 5/6
mojecorki krowyAch, i jeszcze jedna książka już przeczytana – 18. „Moje córki krowy” Kingi Dębskiej. Przeczytałam ją, bo usłyszałam wywiad z Autorką i.. mądrze gadała 🙂 A że kilku Znajomym podobał się film… postanowiłam zaryzykować 🙂 I warto było. Książka łatwa nie jest, ale bohaterki ciekawe, każda z mega innym punktem widzenia, bez słodzenia – polecam! 5/6

Ale, ale… nie samymi książkami żyje mama! (Choć już czytam kolejne, i to …hm… trzy równocześnie, hehehe).
Między jedną książką a drugą DZIAŁO SIĘ!

🙂 Ferie! Tak! Dwa tygodnia radości – sporo czasu z Dziećmi (choć byli na półkoloniach, jak zwykle niesamowitych, bo – jak już wiecie – szkoła Salomon rządzi!), a także z moją Siostrą, valentines,malaktóra była u Rodziców przez ten czas. Nasze Dzieci mogły się co nieco pobawić (czasami nas zaskakiwali współpracą, a czasami… nie 😉 ).

🙂 Walentynki! W tym roku wyjątkowe, bo… zostaliśmy zaskoczeni przez Dzieci – piękne walentynkowe wiersze powieszone na framudze drzwi, i walentynkowe malunki na ścianie (ale najpierw na kartce, żeby nie było, hihi). Uroczo, naprawdę! Wzruszyłam się, bo to było naprawdę piękne przebudzenie się, by zobaczyć takie niespodzianki 🙂

🙂 JEDENASTKA Kemi! Tak! Nie wiem jak to się stało, ale moje Dziecię Najstarsze weszło w świat nastolatek (ale tylko polskich, urodziny malebo świat nastolatek angielskojęzycznych powita ją dopiero za dwa lata, hehehe). Była domówka (teraz na pewno tak się już tego nie nazywa!) z wizytą mojej super Kosmetyczki Gosi, która „za kawę” pomalowała Dziewczynom paznokcie. Zachwyt maksymalny! Była też pizza, a na deser – grupowe pieczenie muffinek 🙂 i wyszły mega pyszne – wszyscy się radośnie zajadali, hihihi. babeczki male

🙂 Zima… tak, niby sobie poszła (prawie), a jednak nas ciągle odwiedza. Muszę przyznać, że zaczynam głupieć – rano przymrozek i skrobanie auta, 5 godzin później słońce i upał, następnego dnia ciepło, a dwa dni później Zielona Góra robi się biała… dwa dni temu zdejmowaliśmy czapki i szaliki, bo słonko mroz RRprzygrzewało jak szalona, a dzisiaj w słońcu było zimno i zapinałam kurtkę po samą szyję. W tym roku mamy styczeń, luty i marzec plecień, bo przeplata… a co będzie w kwietniu??? Cóż, czekam. Na wiosnę. Tak optymistycznie!

🙂 Kwitnące życie szkolne, czyli zawodowe. Ani się obejrzałam, a trafiła mi „się” wycieczka muzealna z moją klasą, druga noc filmowa i do tego jeszcze robienie ponad dwumetrowej palmy wielkanocnej na konkurs! A! I  Drzwi Otwarte dla Kandydatów do mego kochanego Gimnazjum! Ach, póki człowiek sobie nie wypisze to nie wie, jaki jest pracowity 😀

🙂 A! Na koniec coś, co trwa…. nabór do przedszkoli… jest masakra, bo Dzieci dwa razy więcej niż miejsc, więc – prosze o modlitwę, bo tylko ona może tu zadziałać. Mamy urocze przedszkole niedaleko domu, do którego chcemy zapisać Femka. 11 kwietnia będą ogłoszone wyniki… wspomożecie słowem ku Najwyższemu? My walczymy 😀 Podanie już złożone 🙂

Ot, i mój ekspres… a teraz uciekam do sypialnego… z książką w ręce, zanim powieki się zamkną!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

ferie

Zamknęłam oczy, otworzyłam… i juz trzeba mi było spędzić trzy godziny piątkowe na przygotowywaniu zajęć na następny tydzień! A… ferie?? Co się z nimi stało? Miałam odpoczywac dwa tygodnie! Halo!

No dobra, trochę się odpoczęło 🙂

Przede wszystkim – dwa tygodnie odpoczynku od wstawania o 5.30! Totalny wypas, jeśli pytacie:) Wstawałam dwie godziny później, bo dzieci Starsze pomykały na półkolonie na 9 w pierwszym tygodniu, a w drugim – też na 9 – na kurs szybkiego czytania. (Tak, wiem, brzmi sadystycznie, ale chcieli i spodobało Im się bardzo!) Raz udało nam się wyskoczyć na basen, bo popołudnia w pierwszym tygodniu Kemi przetańczyła, a Ife dwa razy w tygodniu kopał piłkę! Szaleli… Najwięcej lenistwo uprawiał Femiś, bo przez dwa tygodnie odpoczywał od żłobka – po prostu cieszył się Rodzicami, Rodzeństwem (w przerwie między różnymi zajęciami, hehehehe) i… Kuzynem! Ku mojej przeogromnej radości Siostra z Synami zjechała do Zielonej Góry (Szwagier, niestety, w pracy i to daleko), i mogłam się nacieszyć Nią ile wlezie! I jeszcze się cieszę 🙂 A Femcio bawił się z Kuzynem. Tak jak tylko dwóch Dwulatków potrafi się bawić… czasem razem (szok!), czasem obok siebie (wersja urocza), czasem zabierając sobie zabawki, albo chowając przed sobą autka (tia…)… ach, super się na Nich patrzy!

Oprócz odpoczywani poszłam do wszelkich możliwych lekarzy, których udało mi się umówić na ferie – czasem nawet zostałam zaskoczona szybkością umawiania wizyty 😀 i ogólny rezultat – będę żyła, hihi. Najistotniejszy lekarz jeszcze mnie czeka w marcu, ale to jeszcze dużo czasu 🙂

IMG_3079Oczywiście, ferie to także dwie moje pasje – czytanie i pisanie listów. List już pomknął do Włoch, a książki… 9. „Everest na pewną śmierć”, Beck Weather. Oj, ludzie, to książka ciężkiego kalibru, ale naprawdę warta przeczytania. Zapewne dla ludzi gór ma zupełnie inne znaczenie niż dla mnie… mnie zmusiła do zastanowienia się na tym, czym jest pasja, jaka jest jej wartość w moim życiu i czy moja pasja odsuwa mnie od Rodziny… bo właśnie o tym jest dla mnie ta książka – o cenie, którą można zapłacić za poświęcenie się pasji… trzeba mądrze wybierać! A książka w moich oczach na 4/6, bo czasem za dużo jednak było tej pasji…
10. „Tej idealnej wiosny”, Irene Hannon – książka wybitnie kobieca, na totalne rozmarzenie się. Przesłodzona? No, tak, ale… gdy za oknem zimno, a w ręce kubek z herbatą z miodem… 4/6 🙂
11. „7 lat później…” Guillaume Musso, czyli totalne zaskoczenie. Po „Potem” tego samego Autora spodziewałam się czegoś zupełnie innego, a tu kryminał! Ale wciągnął i mnie 🙂 Mimo odrobiny nierzeczywistości – dobre 4/6.
12. „Kalendarze” Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk to książka, która mnie rozczarowała… cóż, przyzwyczaiłam się do wartkiej akcji w książkach tej Autorki, a tu… wspomnienia… cisza i spokój… a jednak trudno się od tej książki oderwać! 3/6
13. „Moje najmilsze pożegnanie”, Sheila O’Flanagan. Tę książkę zabrałam z półki, gdy już wychodziłam z biblioteki, i to był dobry ruch! Nie załapała się na fotę, bo dopiero przed chwilą ją skończyłam, ale warta opisania, bo czytało się ją naprawdę fajnie. Książka o ludziach i ich relacjach, oczywiście z miłością w tle, i z jedzeniem, hehe. Zanurzenie się w kartki tej książki było… mega relaksacyjne – idealna lektura na koniec ferii 🙂 5/6

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

lat przybywa

IMG_1988Książka nr 7. „Klub matek swatek. Operacja: Londyn” Ewy Stec skłoniła mnie do refleksji nad moim wiekiem. Główne bohaterki tej książki nie są już najmłodsze, menopauza wydaje się normą, a siwe włosy i zmarszczki coraz bardziej „straszą” w lustrze.

Podsumowałam – do menopauzy jeszcze – mam nadzieję – mam chwilę, siwe włosy już są i zmarszczek też nie brak (aczkolwiek w tej jednej kwestii bycie „przy kości” jest niewątpliwą zaletą – cudnie rozciąga zmarszczki, hihi). W tym roku wybije mi 40 i… hm… jakoś nie czuję presji… uff… nie jest ze mną źle 😉

Wracając do książki… szybkie tempo, więcej tajemniczości niż w pierwszej części, szpiedzy znowu w akcji. Małe prawdopodobieństwo, by wydarzenia takie mogłyby mieć miejsce, ale… rozrywka niezła 🙂 Mocna 4/6 🙂
IMG_19898. „Potem…” Guillaume Musso to zupełnie inna literatura. Tutaj tajemnica, niedomówienia i duża doza niesamowitości towarzyszą nam niemal od pierwszych stron… Ta książka zachęca do… zatrzymania się, bo nigdy nie wiadomo, kiedy nadejdzie nasz czas… zawsze mam dziwne uczucie, gdy czytam książki pisane na granicy prawdy i fantazji, ale ta naprawdę mnie wciągnęła i nie wprowadziła niepokoju ale… zastanowienie 🙂 Idealna książka na wieczorową porę. 5/6

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

czasami

IMG_3031.2Musze przyznazać, że mój poziom zapracowania jest całkiem spory. Dom i praca to całkiem skomplikowane połączenie, zwłaszcza gdy Dzieci dwie szkoły mają i jeszcze zajęcia dodatkowe. Czasem, gdy w tym biegu zdarzy się coś niespodziewanego – jak na przykład przeziebienie moje własne – zastanawiam się, czy mam na to czas…
W sobotę jakoś średnio się poczułam, ale gdy zerknęłam na plany na ten tydzień, byłam pewna, że żadne leczenie się w domu nie wchodzi w grę… zacisnęłam zęby i ruszyłam 🙂 bj zacięty tocząc ze swym ciałem, hehe. I wiecie co? Wczoraj, gdy odbierałam Femcia okazało się, że w żłobku mają powazny problem i w grupie Femcia w środę muszą zrobić dezynfekcję – no i prosza, by nie przyprowadzać dzieci jeśli to możliwe… uff… dzień opieki nie wykorzystany, Dyrekcja łaskawa, i… dzisiaj siedzę w domu. Femiś zachwycony, a ja nadrobiłam domowe obowiązki i… napakowałam sie witaminkami 🙂 Czasem myślę, że Bóg ma niezłe sposoby, by nas przystopować, gdy tego potrzebujemy 😀

Oczywiście teraz, gdy Femiś drzemie sobie przedobiednio, ja… czytam 🙂 książkę numer siedem, o której napiszę, gdy skończę. A póki co… 5. „Fortuna i namiętność. Klątwa.” IMG_3077Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk to pierwsza część nowej trylogi tej Autorki. Druga ma się pojawić w tym roku i już na nią czekam. Muszę przyznać, że nigdy nie czytałam tak wciągających powieści z historią w tle. Pani Małgorzata potrafi wciągnąć człowieka w epokę i w losy bohaterów z prawdziwym mistrzostwem – polecam nie tylko klątwę, ale i trylogię „Cukiernia pod Amorem” oraz jej niejako kontynuację, dwutomową „Podróż do miasta świateł”. Klątwa ma u mnie 5/6 🙂
Zaś 6/6 ma „Ostatni list od kochanka” Jojo Moyes, bo nikt nie pisze o miłości tak jak ona! Na dodatek nie jest to miłość łatwa, oczywista czy przewidywalna. Dodatkowo, jest to książka, która wcale nie koncentruje się tylko na jednej historii miłości 🙂 Polecam! To chyba czwarta książka Jojo Moyes, którą czytam i wszystkie mnie zachwyciły i wciągnęły na maksa! POLECAM!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

a psik!

IMG_3076Chyba zemściło się na mnie bieganie w rozpietej kyrtce ostatnimi dniami i… wczoraj moje gardło przemówiło do mnie na boląco. Cóż, podjęłam wyzwanie i dziś rano wciągnęłam aspirynkę, zaprawiłam się syropem z cebuli i… schowałam pod kołderką na dwie godzinki, co oznacza… że był czas dokończyć książkę nr 4 „Pokój dla artysty,” Marii Ulatowskiej i Jacka Skowrońskiego. I tu niespodzianka, bo ta książka to kryminał, cztery trupy są, a ja… wciągnęłam ją z pełnym zachwytem. To druga książka tego duetu (pierwsza to „Autorka”, też kryminał i też przeczytałam!) i muszę przyznać, że dają czadu! Po „Autorkę” sięgnęłam ze względu na Marię Ulatowską, którą bardzo lubię, a potem po prostu musiałam przeczytać „Pokój..”! Te książki są ze sobą powiązane policjantem, i warto przeczytać najpierw „Autorkę” a potem „Pokój dla artysty”. Obydwie są wielowątkowe, opisują – w przeróżny sposób – różnych bohaterów, i krok po kroku łączą ich ze sobą. Jak dla mnie 6/6! Polecam gorąco!

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz